Codzienność

Żegnaj Irlandio!

1 grudnia 2020

Minęło kilka miesięcy odkąd wróciliśmy na stałe do Polski. W tym czasie wydarzyło się wiele rzeczy. Próbowałam usiąść kilka razy, żeby to opisać, ale nie umiałam poukładać tego wszystkiego w całość. Najpierw nie było czasu, później wydarzyło się coś co mnie kompletnie zablokowało, ale o tym powiem później.

Pytano nas: Dlaczego wracacie do kraju?

Cóż. Nie ukrywaliśmy, że pobyt w Irlandii jest dla nas tylko tymczasowy. Cały czas ciągnęło nas do ojczyzny i nie zamierzaliśmy zamieszkać na Zielonej Wyspie na stałe. Rok 2020 zapewne zapisze się na kartach historii na zawsze. Wszyscy wiemy, że był on ciężki. Nie inaczej było w naszym przypadku. Traf tak chciał, że gdy koronawirus się rozkręcał, ja akurat zmieniłam pracę. Byłam z niej zadowolona i czułam się tam na tyle bezpiecznie, że zaczęliśmy myśleć o pozostaniu w Irlandii na dłużej, ale sytuacja zaczęła się komplikować. Zdążyłam popracować kilka tygodni i wprowadzono lockdown. Jako nowo zatrudniona osoba, zostałam wysłana na lay off, czyli tzw. zawieszenie. Kazano mi czekać na wiadomość z firmy odnośnie mojego powrotu do pracy. Jednak po trzech miesiącach przesiedzianych w domu okazało się, że zostałam zwolniona. To był moment, w którym zaczęliśmy częściej myśleć o powrocie do Polski.

Kolejnym i chyba najważniejszym powodem naszej decyzji, była choroba mojej mamy. Chorowała od wielu lat. Pokonała nowotwory, przeszła kilka operacji, chemioterapię, a w ostatnim czasie doskwierała jej choroba płuc – sarkaidoza. Na początku roku jej stan się pogorszył i trafiła do szpitala, więc wsiedliśmy w samolot i przylecieliśmy. Przerażała mnie myśl, że sytuacja się powtórzy, a ja „nie zdążę”, bo lotniska będą zamknięte a loty odwołane.

Taka przeprowadzka to ogromna zmiana. Musieliśmy to oczywiście przemyśleć. W naszym otoczeniu były osoby, które bardzo nam kibicowały i trzymały kciuki, żeby nam się udało. Zadawano też pytania, które siały w nas zwątpienie.

A co jeśli nie znajdziecie pracy?

A co jeśli nie dacie sobie rady?

Sami zadawaliśmy je sobie setki razy. Zarówno przed podjęciem ostatecznej decyzji jak i po kupieniu biletów w jedną stronę. Wątpliwości pojawiały się każdego dnia, ale im bliżej dnia wylotu, tym bardziej uświadamialiśmy sobie, że już nie ma odwrotu. I oto jesteśmy!

Już w Domu

Dużo się działo. Wyjazdy, załatwianie spraw, rozpoczęcie studiów, nadrabianie zaległości w spotkaniach z rodziną i znajomymi. Sporo czasu spędzaliśmy też u moich rodziców. Było cudownie. Do czasu, gdy wszystko się posypało.
We wrześniu odeszła moja mama. Moja najlepsza przyjaciółka, najwierniejsza fanka, najtroskliwsza opiekunka, najwytrwalsza osoba jaką kiedykolwiek znałam. Zawsze służyła radą, była wsparciem, nigdy nikomu nie odmawiała pomocy.
Ciężko jest się z tym pogodzić i zapełnić pustkę, którą po sobie zostawiła. Nie ma dnia, w którym o niej nie myślę. Ubolewam nad tym, że spędziłam z nią tylko miesiąc, ale jednocześnie cieszę się, że było mi to dane. Cieszę się, że coś nas tknęło, żeby wrócić do Polski. Nigdy nie będę żałować tej decyzji, bo wiem, że była jedną z najwłaściwszych jaką dotąd podjęliśmy. Ból po utracie mamy zostanie na zawsze, ale wierzę w to, że czas naprawdę leczy rany i pozwoli mi i moim bliskim się z tym uporać.

Nie żałuję!

Za chwilę miną cztery miesiące odkąd wróciliśmy do kraju. Jesteśmy tu szczęśliwi i wszystko się po woli układa. Baliśmy się, że będzie nam ciężko się odnaleźć na nowo w Polsce, ale dość szybko przyzwyczailiśmy się do nowej-starej rzeczywistości.

Spędziliśmy w Irlandii 5 lat. Zdobyliśmy doświadczenia, zarówno te zawodowe jak i życiowe. Zachwycaliśmy się pięknem tej Zielonej Wyspy i serdecznością jej mieszkańców. Poznaliśmy wspaniałych ludzi, dla których nasze drzwi zawsze będą otwarte. Wspomnienia z tego okresu zostaną z nami na zawsze. Obawy nadal są, ale jest też zapał i wiara w dobrą przyszłość.

Wiele razy próbowałam coś napisać na bloga, ale nie mogłam. Zablokowałam się. Czarna dziura w głowie.  Im dłużej nic nie pisałam, tym większy miałam do siebie żal. W ostatnim czasie jednak widzę większe zainteresowanie na stronie na Facebooku i na blogu. Poczułam pewną powinność i znów się otworzyłam. To wszystko dzięki Wam! Bo zaglądacie i czytacie. Dziś powinnam uczyć się do egzaminu, a ja siedzę i do Was piszę. I dobrze mi z tym i jakoś mi lżej. Dziękuję Wam za to. Ściskam mocno!

Fenylova

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *