Codzienność

Trzy tęsknoty z Irlandii

6 maja 2020

Czego nam brakuje mieszkając za granicą?
Czyli trzy główne tęsknoty z Irlandii
.

Po opuszczeniu naszego ojczystego kraju bardzo często zaczynamy doceniać wiele rzeczy. Brakuje nam tego, co wcześniej było dla nas normalne i naturalne. Nie wszystko da się kupić, zastąpić. Mówią, że do wszystkiego można się przyzwyczaić, ale czy da się przyzwyczaić do tęsknoty? Moim zdaniem nie. Można się rozpraszać, żeby trochę ją uciszyć, ale ona powraca. I dobrze, niech powraca. Niech nam przypomina o tym co kochamy.
Rozmawiając z Polakami mieszkającymi tu w Irlandii, zdążyłam zauważyć, że te emigranckie tęsknoty się powtarzają. Czym one są? Czego nam brakuje? O tym kilka słów poniżej.

Jedzenie

Jest to zazwyczaj pierwsza odpowiedź po zapytaniu „Czego Ci brakuje z Polski”. Od razu, bez zastanowienia. Tak po prostu brakuje nam polskiego jedzenia. Mamy tu sporo polskich sklepów, które są dobrze zaopatrzone w polskie produkty i teoretycznie nie powinno nam niczego brakować, ale bądźmy szczerzy, ogórki kiszone ze sklepu czy ogórki ukiszone przez mamę lub babcię? No przecież tego nie da się porównać. Nie ma paczki z Polski, w której nie znalazłyby się ogórki kiszone, nawet jeśli o nie nie prosisz, to jest po prostu oczywiste.
Brakuje nam też polskiego pieczywa, które według mnie jest po prostu przepyszne. Złocista, chrupiąca skórka, delikatny puszysty środek i zapach, którego nie da się opisać. Moi rodzice od lat kupują pieczywo na rynku w małej budce u jednej pani, która już nawet nie pyta co podać, bo wie to doskonale. Najlepszą opcją wydaje się być samodzielne wypiekanie chleba, ale niestety nie zawsze jest na to czas.
Co jeszcze? Warzywa i owoce, zwłaszcza te sezonowe. Takie, które kupuje się na ryneczku u lokalnego sprzedawcy. Ziemniaki, pomidory, jabłka, truskawki, maliny i wiele innych pyszności z polskich upraw, które w swoim smaku są bez porównania najlepsze.
Zapomniałabym o tradycyjnych potrawach, które tak kochamy. Tych, które są zrobione z najlepszych swojskich produktów, których nie kupi się w sklepie. Na przykład rosół z kury, ale nie takiej z marketu tylko takiej swojskiej, która swobodnie spaceruje sobie skubiąc trawkę. Taki rosół ma niepowtarzalny smak, więc nie bez powodu gości co tydzień w większości polskich domów na niedzielnym obiedzie. Nie można też pominąć bigosu z beczkowanej kapusty kiszonej z aromatycznymi wędlinami i suszonymi grzybami leśnymi i wielu innych tradycyjnych dań, których jest tyle, że nie ma możliwości, żeby wymienić je wszystkie.
Kuchnia polska jest niesamowicie różnorodna i tak naprawdę w każdym regionie można znaleźć coś nowego i zaskakującego. Powinniśmy być z tego dumni i to doceniać, bo nie każdy kraj może szczycić się tak wieloma wspaniałymi lokalnymi produktami.

Pogoda

Na co jeszcze narzekamy? Najczęściej na deszcz i wieczną jesienną aurę. Pogoda w Irlandii jest zmienna i nieprzewidywalna. W jednej chwili błękitne, bezchmurne niebo, po kilku minutach chmury i deszcz, a potem znów słońce i tak w kółko. Brakuje tu prawdziwego, słonecznego, upalnego lata. Takiego żeby można było jechać nad wodę lub poopalać się kiedy jest na to czas i ochota. Ludzie łapią te promienie słońca latem, bo nie wiadomo jak długo będzie można się nimi cieszyć. Chciałoby się rzec, że to dziwne, bo kto by tam tęsknił za upałami? Nigdy nie byłam typem osoby, która wysiaduje na słońcu i kocha wysokie temperatury, raczej starałam się tego unikać. Nie działa to korzystnie na moją jasną karnację i niewiele trzeba bym się zjarała na czerwono, ale tęsknię za polskim latem, za spontanicznymi wypadami nad jezioro i za krótkimi spodenkami i letnimi sukienkami.
Brakuje też prawdziwej zimy, takiej mroźnej ze śniegiem. Co prawda zimą jest zimno za sprawą niskich, choć rzadko minusowych temperatur, wiatru i wilgotnego powietrza, ale czym jest zima bez śniegu? Chwilę poprószy, nadziei narobi, ochotę na budowanie bałwana rozbudzi, by po kilkunastu minutach stopnieć. Wiem, że i w Polsce teraz zimy nie są takie jak kiedyś, niestety taki mamy klimat i będzie się trzeba do tego przyzwyczaić, ale kto zabroni powspominać i czasem sobie za tym zatęsknić?

Rodzina i znajomi

Na koniec zostawiłam temat najważniejszy, który u wielu z nas, mieszkających za granicą, wywołuje najwięcej emocji. Możemy tęsknić za różnymi rzeczami, ale nikt nie zaprzeczy temu, że najbardziej tęsknimy za rodziną i przyjaciółmi. Rozmowy telefoniczne lub przez komunikatory internetowe ułatwiają nam kontakt, ale to nie to samo co spotkać się na żywo. Jestem sentymentalistką i bardzo cenię sobie obecność bliskich mi osób w moim życiu, dlatego początki były dla mnie szczególnie trudne. Zwłaszcza święta. Każde święta zawsze spędzałam w dużym gronie rodzinnym. Było gwarno, było wesoło, był chaos i bałagan, ale za każdym razem było wyjątkowo. Tęskno też za spontanicznymi spotkaniami. Szybka kawa z koleżanką, weekendowy grill ze znajomymi, niedzielny obiad u rodziców. Któż za tym nie tęskni? O tej naszej nieobecności przypominają nam również dzieci. Dziecko brata, siostry, kuzynki, znajomych. Pamiętasz je jako małe bobasy albo tak zwane „podlotki” i nagle okazuje się, że te bobasy są już wygadanymi kilkulatkami, a te „podlotki” to już prawie dorośli ludzie. Przez to, że nie widujemy się regularnie, nie widzimy jak się zmieniają i jak dorastają. Omijają nas pewne etapy ich życia i to jest dość przykre.

I tak czekamy niecierpliwie na każdy urlop w Polsce. Odliczamy dni do spotkania z bliskimi. Znów będziemy cieszyć się chwilą, a czas na moment zatrzyma się w miejscu. Znów będziemy ładować baterie szczęściem i miłością, bo wszędzie dobrze, ale w Polsce najlepiej!

Dzięki, że jesteś ze mną! Daj znać czy coś Cię zaciekawiło.
Może masz ochotę coś dodać? Czekam! Do następnego!

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować.

    1. Dziękuję! <3 Zwłaszcza teraz jest wszystkim trudniej kiedy świat jest objęty kwarantanną. Tęsknota się pogłębia i obawa kiedy znów się spotkamy z najbliższymi, którzy są daleko.
      Trzeba wierzyć, że wszystko zacznie wkrótce wracać do normy i mieć pozytywne nastawienie do tej trudnej sytuacji 😉

      1. Ja spedzilam tylko kilka miesiecy na Wyspach, ale gdybym miala powiedziec, za czym wtedy tesknilam, to bylyby wlasnie te 3 rzeczy, o ktorych wspomnialas! Wszechobecny tostowy chleb, sącząca sie z nieba mżawka i niedzielny rodzinny obiad tylko przez Skype… To takie inne od tego, co definiowalo nas i nasze dziecinstwo…
        Ale kazde miejsce ma tez swoje zalety. Czekam zatem na wpis o tym, co w Irlandii podoba Ci sie najbardziej!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *